Mam na imię Magda i jestem dietetykiem. Skończyłam dietetykę na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Swoją przygodę ze zdrowym odżywianiem zaczęłam bardzo niezdrowo- od zaburzeń odżywiania. Być może to właśnie sprawiło, że tak bardzo chcę robić to co robię. Wiem dokładnie jak to jest nie mieć kontroli nad tym co i ile się je. Wiem też jak to jest widzieć w swoim ciele tylko to, co złe. Dlatego przede wszystkim chcę pomagać w budowaniu zdrowej relacji z jedzeniem nie tylko na czas współpracy, ale na całe życie.

Dietetyka

Gdybym miała sprecyzować, powiedziałabym że w dietetyce najbardziej interesują mnie zaburzenia hormonalne, żywienie kobiet w ciąży, karmiących (szczególnie mam i dzieci wegańskich i wegetariańskich) i bilansowanie diet roślinnych. Poza tym interesuję się psychodietetyką, a jednym z moich celów jest praca w zespole leczącym pacjentów z zaburzeniami odżywiania. Należę do Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej. Swoją wiedzę staram się cały czas poszerzać na konferencjach i rzetelnych szkoleniach.

Dietetyka jest nie tylko moim planem na życie zawodowe, szczerze mówiąc wypełnia prawie całą moją codzienność. Bardziej od gotowania, lubię tylko jeść 😀 Prywatnie od 3,5 roku jestem wegetarianką. Staram się propagować dietę bazującą na roślinach, czyli taką, której produkty roślinne są podstawą, a nie dodatkiem do obiadu. Obiecałam sobie, że nie będę nikomu zaglądać do talerza- ale chętnie pokazuję swój. Słyszałam, że to jeden z lepszych sposobów na przekonanie kogoś do choćby małych zmian 🙂

Joga

Ze wszystkich aktywności fizycznych, których próbowałam, najdłużej została ze mną joga, którą od ponad 2 lat praktykuję kilka razy w tygodniu. Jestem chyba idealnym przykładem na to, że prędzej czy później rzucamy w diabły aktywność, której nie lubimy wykonywać. Nienawidzę gier zespołowych, nigdy nie lubiłam lekcji wf-u. Kiedyś trochę tańczyłam, swego czasu dużo biegałam, później przerzuciłam się na ćwiczenia siłowe. Joga została ze mną do dzisiaj prawdopodobnie dlatego, że pomogła mi odzyskać świadomość własnego ciała wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałam.

I co jeszcze?

Nie zamierzam nazywać się minimalistką, bo byłoby to raczej dalekie od prawdy. Co nie zmienia faktu, że od jakiegoś czasu do szerokopojętego minimalizmu bardzo staram się dążyć. W pewnym momencie wszechobecny konsumpcjonizm zaczął mnie przerażać. W tym samym czasie zdałam sobie sprawę też z tego, że rzeczy które kupuję nie sprawiają, że czuję się lepiej. A już na pewno nie zyskuje na tym mój portfel. Nie jestem też typem osoby jakoś szczególnie zainteresowanej modą. Męczy mnie chodzenie po galeriach handlowych, prawdę mówiąc męczy mnie nawet szukanie ubrań w internecie. Choć to głównie blog o żywieniu, to o minimalizmie będę tu czasem pisać, bo uważam, że to całkiem fajna koncepcja. Poza tym, mniej pieniędzy wydanych na niepotrzebne rzeczy, to więcej pieniędzy na dobre jedzenie 😀

Będę też poruszać temat less waste w praktyce. Jest to styl życia, zgodnie z którym staramy się generować jak najmniej odpadów i minimalizować swój wpływ na zanieczyszczenie środowiska. Nie wiem czy możliwe jest bycie totalnie zero waste. Myślę, że dużo lepszy efekt osiągniemy, jeśli większość zrezygnuje z kilku małych rzeczy, niż kiedy kilka osób popadnie w skrajność. Swój wpływ postanowiłam ograniczyć z różnych względów. Uważam, że dbanie o planetę i jej bioróżnorodność to obowiązek nas wszystkich. A część kroków, które możemy wprowadzić łączy się bezpośrednio z tym, co trafia na nasze talerze 🙂

To na razie tyle na mój temat. W razie jakichkolwiek pytań albo chęci współpracy żywieniowej, odsyłam do zakładki współpraca.